"Bosiny"

7. dni. Tyle w tradycji żydowskiej dostaje się na uporanie ze stratą. 7 dni intensywnej żałoby, w czasie której można rozpamiętywać i rozdrapywać rany, będąc odciętym od świata we własnym domu. Potem koniec. Trzeba odsłonić lustra, umyć się, ostrzyc włosy, ogolić i wrócić do żywych, zostawiając zmarłych zmarłym. W swojej najnowszej książce Tomasz Pietrzak dokonuje dekonstrukcji tych 7 dni. Tworzy przy tym mikrokosmos żałoby, który nie podlega żadnym prawom fizyki. Ciało w nim zawieszone, wystawione zostaje na działania sił, których się nie rozumie i nad którymi nie można w żaden sposób zapanować. Czas w opisanej w „Bosinach” żałobie nie gra roli. Dotknięty stratą musi przeżyć ją będąc zanurzonym jednocześnie w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, mając przy tym zwierzęco wyostrzone zmysły, nakazujące skupiać się tylko na detalach. To sprawia, że obrazy w tomie są przetasowane – śmierć miesza się z pełnią życia, choroba z cudownym ozdrowieniem, pogrzeb z pogodzeniem się ze stratą. Wszystko tu jest wyrwane z kontekstu, tak jak z kontekstu lubią wyrywać się wspomnienia, nagle wywołane z pamięci. Paradoksalnie jednak nowa książka poetycka Tomasza Pietrzaka nie jest tylko zbiorem wierszy o śmierci, jest także przewrotnym listem miłosnym do mężczyzny; wołaniem w nieznaną stronę za tym, którego się utraciło, a który „nawet zimny/ i siny wie jak rozkochać”.

 

Tomasz Pietrzak „Bosiny”
wyd. WBPiCAK, 2020
Biblioteka Poezji Współczesnej
tom 202
Redaktor serii: Mariusz Grzebalski
Redaktor: Patryk Szaj
Autor okładki i koncepcji graficznej: Piotr Zdanowicz
Skład, łamanie: Dorota Bojkowska
Korektorka: Natalia Słomińska
Wydanie I, 80 stron
Kup „Bosiny” w księgarni on-line WBPiCAK

Autor o książce

On go kochał, a ten umarł. I jest drama, w dodatku lewacka. Drama na całego we wsi dużego miasta wojewódzkiego, którą pozwoliłem sobie uczynić w 57 nowych wierszach, w książce poetyckiej „Bosiny”, którą razem z Wydawnictwem WBPiCAK właśnie wypuściłem. Jest w niej wszystko, co przyprawi Was o depresję i inne skrajne stany: śmierć, Polska, zmartwychwstanie, choroba, Krzyś Jung, dancing, miłość, Warszawa, seks, rock n’roll, Bob Dylan, LGBTQ+, David Bowie, harc w erplichu, gender, klesze bojówki w bojówkach, ryczące karpie w wannie, drobiny z ociupin, RuPaul, maligna, transseksualne pielęgniarki, przypakowany ksiądz, Matka Boska Jaruzelska i myjąca kości Marina Abramović, a wszystko to dziejące się podczas sziwy, czyli siedmiu dni żałoby, w czasie której wspomnienia o tym, który był, wywołują się bez ładu i składu; bez litości – a to na widok muchy, a to na widok skóry z pstrąga, a to kiedy pies zawyje. Dajcie się więc zwieść książce, o której mogę powiedzieć – nie wierzę, że ją napisałem.

Wieści o książce

WIERSZE Z BOSIN

Kraków, 2045.
odkrycie kości Homo queerus w ruinach klubu Cocon


zbierzcie się,
ludzie, z jakichkolwiek Polsk i matek wyszliście:

oto kość, choć mówili z ambon, że nie zostanie kość
na kości, że w proch i na zawsze się idzie, a tu kość leży
na zimnym szpadlu, ledwo tknięta, a więc niezbawiona.

zbierzcie się,
ludzie, z jakichkolwiek Polsk i matek wyszliście,

bo oto mamy przed sobą kość niechcianą, nieodwirowaną
planetarnym wirem; wyrzuconą z iłu jak z sumienia, kość,
co w gardle ziemi stanęła, sunąc jej ciasnym mięśniem.

zbierzcie się,
ludzie, z jakichkolwiek Polsk i matek wyszliście –

jest okazja, by zobaczyć kość unikalną, nim zlecą się
klesze bojówki w bojówkach i zabiorą ją w obce królestwa,
gromady, rzędy, przypisując do gablot poniżej sapiens.

cud dzieciątkowy

karpie w wannie r ycz ą: ratuj mnie, chuju!
ale karpie w wannie nie mają głosu, generalnie
karpie nawet poza nią nie mają. zatem to mój
głos we mnie drze się albo głos zwierza żalu
w kącie przedrzeźnia ryby dzieciątkowe.
i nie pomoże tu piznięcie w łeb, i nie pomoże
tu morze, które mamy na wyciągnięcie płetw.
zwierz żalu wie, że te ryby wolą słodkie wody,
jak pewien włochaty, przerosły ssak,
co lubił moczyć się godzinami i który też ryczał:
ratuj mnie, chuju! w ciele, które rybiało powoli,
w tej samej wannie, na dzień przed dzieciątkiem.